25.07.2015

04. A thousand ways to bomb Skylynn Hall.

Od razu przepraszam jeśli w rozdziale będą jakieś pomyłki, ale poprawiałam go i kończyłam na telefonie. xx
Justin's POV*
   O umówionej porze podjechałem pod dom Hallów, tym samym rezygnując ze spotkania z Riderem i Scottem. Nie byłem specjalnie zadowolony, ale narzekać też nie mogłem, w końcu musiałem pilnować interesów i trzymać się umowy. Przy okazji unikałem też niewygodnego tematu 'Dlaczego wyszedłeś?'. Nie powiedziałbym, że pracuję dla prezydenta, więc miałem jeszcze trochę czasu żeby wymyślić zwinne kłamstewko.
Cierpliwie czekałem, wybijając rytm piosenki A$AP'a Ferga palcami o kierownicę i patrzyłem przed siebie, żując gumę. Dostrzegłem we wstecznym lusterku jak Skylynn wychodzi z domu i z westchnieniem wyszedłem z auta otwierając jej drzwi.
   - Hej - przywitałem się, a dziewczyna odpowiedziała tym samym, siadając na miejscu, znów ubrana grzecznie w kremowy sweterek, czarne rurki i białe trampki, ale miała przy sobie torbę, co świadczyło tylko o jednym.
   - Justin - zawołał mnie Bruce, kiwając na mnie głową. Zamknąłem drzwi za Skylynn i podszedłem do jej ojca, patrząc na niego wyczekująco. - Na weekend muszę wyjechać do Waszyngtonu i wrócę dopiero w poniedziałek przed południem. Przez ten czas będziesz w domu ze Skylynn. - Wręczył mi w dłoń klucze. - Będziesz spał w pokoju gościnnym, jest przy moim biurze, więc na pewno znajdziesz, najwyżej Sky ci pokaże, jest o wszystkim dokładnie poinformowana. Reszty chyba nie muszę ci tłumaczyć, prawda?
   - Wszystko jasne. - Wymusiłem uśmiech i zrobiłem kilka kroków w tył.
   - Ufam ci. - Wymierzył we mnie palcem i także się cofnął. Rzuciłem jeszcze coś w stylu 'możesz na mnie liczyć' i wróciłem do samochodu, a Skylynn już była przebrana i umalowana, najwyraźniej wykorzystując przyciemniane szyby w moim aucie.
   No cóż, czarna dopasowana sukienka i rajstopy z siateczki nie pozostawiały sobie niczego do życzenia. Śmiało mogła tak lecieć do klubu Go Go. Jej mocny makijaż wywołał we mnie tylko westchnienie, przynajmniej włosy miała ładne.
   Aplauz ci się dziewczyno należy.
   Gdy znaleźliśmy się kawałek od jej domu, wyjęła z torebki ćwiartkę i odkręcając butelkę przycisnęła ją do ust biorąc dużego łyka.
   - Co ty robisz? - Wyrwałem jej alkohol, przez co się zakrztusiła i ochlapała. - Jesteś niepełnoletnia.
   - Wow, musiałeś się sporo naczytać żeby zdobyć taką wiedzę - wymamrotała, gdy przełknęła wódkę i upewniła się, że jej makijaż na tym nie ucierpiał. - Daj mi to, wszyscy pewnie już są podpici, nie pójdę tam na trzeźwo. - Wbiła wzrok w butelkę, a ja uchyliłem okno i bez słowa wyrzuciłem butelkę w rów. Skylynn rozchyliła z niedowierzaniem pełne wargi i przez dobrą minutę nie mogła wydusić z siebie słowa. Najwyraźniej mało osób robiło jej takie rzeczy.
   - Nie wierzę, że to zrobiłeś - warknęła tylko i naburmuszona odwróciła wzrok, zakładając ramiona na piersi. - I wyłącz ten chłam - dodała, wyłączając odtwarzacz.
   Wywróciłem oczami tłumiąc w sobie pokusę powiedzenia czegoś niestosownego. Gdy tak na nią patrzę i na to co robi, to się zastanawiam, czy to otoczenie ma na nią zły wpływ, czy to raczej ona ma je na nie. Pierwszy raz w swoim życiu spotykam osobę, która ma kłamanie dopracowane do perfekcji, do tego stopnia, że chyba jeszcze nigdy na żadnym się nie potknęła. Bezpośrednia, arogancka, pewna siebie, aż za bardzo i do tego szesnastka. Błagam was, to mogła być tylko córka prezydenta. Gówniara.
Jak dobrze, że Bóg był tak wspaniałomyślny i każdemu człowiekowi ofiarował ten cienki głosik w jego głowie. Gdybym nie miał możliwości karcenia jej za każdy chamski tekst w myślach, to już dawno znów by mnie zamknęli. Nie oszukujmy się, za każdym razem, gdy odzywała się tym swoim uroczym, dziewczęcym głosikiem, miałem ochotę wpakować jej w buzię granat. Wcześniej sądziłem, że te pięćdziesiąt milionów to dużo za dużo, ale po dwóch dniach uznałem, że powinienem jeszcze dostać premię. Nawet mnich by z nią nie wytrzymał. Święty przy niej, przestałby być świętym. Na kilometr świeciła swoim samouwielbieniem, Kanye West może się przy niej schować, razem z Kim Kardashian.
   - To tu - wyrwała mnie z rozmyślań 'tysiąc sposobów, aby podłożyć bombę Skylynn Hall' i odpięła pas.
   Jak może wyglądać impreza u bogatych snobów? Pewnie po lampce wina wychodzą na pole grać w krykieta.
   - Dobrze wyglądam? - zapytała, przekręcając się w moim kierunku. Najwyraźniej ta impreza była dla niej ważna.
   - Pięknie. - Uśmiechnąłem się. - Wyglądasz jak ruska hrabina.
   Przewróciła na mnie oczami i złapała za klamkę, chyba zapominając, że to ja miałem jej otwierać wszystkie drzwi, niebawem pewnie też do Królestwa Niebieskiego. Wyczuwacie ironię?
   - Na co czekasz, chodź. - Uniosła brwi, patrząc na mnie jak na kretyna.
   - Gdzie? - Skrzywiłem się, wcale nie chcąc znać odpowiedzi.
   - Nie zostaję u Bree jeśli ojca nie ma w domu - powiedziała, jakby to była oczywiste. - Zostaniesz ze mną, tylko masz ze mną nie rozmawiać, stać w promieniu co najmniej czterech metrów i najlepiej w ogóle nie patrzeć w moim kierunku.
   - A będą narkotyki?
   - Nie - pisnęła z oburzeniem.
   - To nie idę.
   - Tak czy inaczej nic być nie brał, masz mnie żywą odstawić do domu - przypomniała i wysiadła z samochodu, kończąc naszą jakże rozwiniętą dyskusję.
   Z głębokim westchnieniem wysiadłem z samochodu i powlokłem się za nią. Pchnęła drzwi domu podobnej wielkości do jej i natychmiast uszy zatkała mi głośna, bębniąca muzyka. Przynajmniej leciała taka jaką ja lubię. Skylynn już pewnie kisła przez ten chłam, jak to dosadnie nazwała. Do 'Fashion Killa' płynnie poruszała się z setka ludzi.
To nie przypominało snobistycznej posiadówki przy Scrablach. Wóda przelewała się litrami, w powietrzu było czuć charakterystyczny zapach marihuany, a dziewczyny doprowadzały do erekcji nawet najbardziej odrzucających kolesi, kręcąc im tyłkami przy kroczu. A mówią, że brzydcy są tylko ci, którzy nie mają pieniędzy.
   Ale to wszystko i tak nie dorastało do pięt nielegalnym imprezom w opuszczonych magazynach na Bronxie.
   Praktycznie od razu straciłem Hall z oczu, na co tylko wzruszyłem ramionami i usiadłem przy barze biorąc w dłoń plastikowy kubek z wódką z sokiem. Spodziewałem się, że smak uderzy w moje kubki smakowe, ale te dzieciaki, które mogły sprowadzać sobie najlepszą wódkę z każdego zakątka świata nie piły niczego specjalnego. Wódka, która smakuje jak... wódka. Bez szału. Wszyscy byli tu tak pijani, że gdyby nabrało się do butelek wody z kibla, pewnie nawet by nie poczuli i stawali się jeszcze bardziej pijani. Chociaż nigdy nie wiadomo, może wodę w kiblu chlorowaną mają... No bo brudna woda? Zarazki? W kiblu? Ohyda... Nie zdziwiłbym się gdyby butelkowali wodę z własnych źródeł.
   Westchnąłem głęboko i dopiłem resztkę z kubka, nie mogłem pozwolić sobie na nic więcej, bo przecież prowadzę. Jezu, do dupy mieć dzieciaka na głowie. Nigdy nie chcę zostać ojcem.
   Oparłem się łokciami o blat za sobą i patrzyłem na to co dzieje się na parkiecie, co w sumie było całkiem zabawne, bo co jakiś czas jedna z dziewczyn przewracała się na wysokich butach.
   Och, dziewczyny... Byście lepiej glany założyły.
   W pewnym momencie dostrzegłem Skylynn na kanapie na kolanach u jakiegoś chłopaka. Uśmiechała się do niego zalotnie, a jej wzrok mówił jedno, że jak najszybciej chciała się z nim znaleźć w jakimś zacisznym miejscu. Najlepiej w sypialni, pod kołdrą, bez ubrań, z jego kutasem w ustach.
Aż mi flaki wywróciło. Seks z nią musi wyglądać jak dziecięce porno. Gdy jęczy, przy tym jej piskliwym głosie, brzmi pewnie jak gumowa zabawka dla psa z piszczałką.
   Zaczęła muskać ustami linię jego szczęki.
   Uuu...
   Zostawiała po sobie czerwone ślady szminki, a jego ręce powędrowały poniżej jej bioder, i mi jako opiekunowi, wcale się to nie spodobało. Ale nie zamierzałem ingerować, niech ją zgwałci, a później to tylko selekcja naturalna. Świat na tym nie ucierpi.
   Jezu, jak bardzo podle to brzmi?
   Odwróciłem się, żeby na nich nie patrzeć, bo już zaczynało mnie mdlić i zacząłem jeść chipsy, przeglądając zdjęcia w telefonie. Nie chciałem marudzić, ale zanudzałem się na śmierć, wolałem wrócić do samochodu i tam na nią poczekać.
   Już zaczynałem się podnosić i iść w kierunku Skylynn, gdy drogę zastąpiła mi nawalona w trzy dupy brunetka.
   - Jesteś Justin, prawda? - wybełkotała, a ja przetarłem usta dłonią, jakbym chciał zmazać z nich perfidny uśmieszek. Jak ja kocham pijane dziewczyny.
   - Mhm. - Skinąłem głową w odpowiedzi i znów powędrowałem wzrokiem w kierunku Skylynn, naprawdę chciałem jak najszybciej się stąd zmyć, ale teraz, to już co innego.
   - Jestem Marnie. - Wyciągnęła w moją stronę drobną dłoń, którą po chwili delikatnie uścisnąłem, ale z każdą sekundą wzmacniałem uścisk, gdy dziewczyna zaczęła się odchylać do tyłu, jakby za moment miała paść trupem. Puściłem jej rękę dopiero, gdy znów odzyskała równowagę. Położyła dłoń na mojej klatce piersiowej i westchnęła głęboko, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie nie mogła sklecić nic porządnego.
- Wiesz.. - zaczęła, ale zaraz urwała, zastanawiając się nad resztą zdania. - Jesteś strasznie umięśniony, ćwiczysz?
   To nad tym się tyle zastanawiała? Tak swoją drogą, to niezły tekst na podryw. Uwaga sarkazm.
   - Trochę - odparłem, znów ją przytrzymując, żeby się nie przewróciła.
   - Pokażesz mi? - Zaczęła podnosić moją koszulkę, chciałem zacząć się śmiać, ale proszę, bądźmy poważni. W sumie, to całkiem mi to schlebiało. Złapałem za brzeg białej koszulki i pokazałem jej swój tors. Pewnie już jej cieknie po nogach. Przygryzła niespokojnie wargę i przyłożyła dłoń do mojego brzucha, a z jej ust uciekło ciche 'wow'. Uśmiechnąłem się głupkowato pod nosem i czekałem aż się nacieszy.
   Nagle poczułem takie parcie w spodniach, jak nigdy. Od dłuższego czasu nie uprawiałem seksu, więc nie dziwcie mi się. Marnie pewnie była w wieku Skylynn, a ja miałem naprawdę pilną potrzebę. Z resztą na horyzoncie i tak nie było nikogo starszego, a ona była pijana, ładna i szczerze wątpię, że dziewicą.
Opuściłem koszulkę i z lekkim uśmiechem, założyłem jej ciemny kosmyk za ucho. Spojrzała na mnie dużymi, czekoladowymi oczami, a jej policzki pokryły się rumieńcem. Teraz to już tylko kwestia góra dwóch komplementów. Powiedziałem tylko, że jest wyjątkowa i już pozwoliła złapać się za zgrabny tyłek i pocałować. Leniwie muskałem jej wargi, żeby broń Boże jej nie wystraszyć i po niecałych dwóch minutach wymieniania śliny, złapałem ją za dłoń prowadząc do łazienki.
><

   Wyszedłem z łazienki w pełni zaspokojony i poprawiając spodnie rozejrzałem się za Hall. Długo nie musiałem szukać. Perfidnie się na mnie gapiła, mrużąc oczy, a gdy zobaczyła jak Marnie wychodzi za mną, poprawiając długie włosy, dosłownie rozdziawiła buzię. Wstała z kolan chłopaka, wytrącając mu kubek z alkoholem z dłoni. Jej oczy dosłownie żarzyły się w wściekłości. Uśmiechnęła się do niego fałszywie, a mi w sumie ulżyło, że nie tylko ja jestem ofiarą jej humorków.
  Przeszła powolnym, ale pewnym krokiem po rozlanym alkoholu na wysokich butach, miażdżąc jeszcze kubek platformą i stanęła przede mną, ciężko oddychając.
   - Nie przyprowadziłam cię tu po to żebyś posuwał moje przyjaciółki. Miałeś siedzieć i się nie ruszać. Czy tak wiele od ciebie wymagam? - wycedziła przez zęby, a za jej plecami jakiś chłopak przewrócił się na rozlanym alkoholu, uderzając głową w marmurową podłogę. Wszystkie wzroki powędrowały w tamtym kierunku, a Skylynn nawet nie mrugnęła, zabijając mnie spojrzeniem. 
   - W umówie nie było wzmianki tym, że nie mogę uprawiać seksu, skarbie. - Obdarzyłam ją bezczelnym uśmieszkiem, co zbyt jej się nie spodobało. Zacisnęła mocno zęby, a jej klatka piersiowa niespokojnie unosiła się i opadała. 
   - Wychodzimy. - Zlapala mnie za nadgarstek i pociągnęła do wyjścia. - Szmata - rzuciła na odchodne do swojej p r z y j a c i ó ł k i. 
Jak piesek poszedłem za nią, ślizgając się na rozlanym piwie w swoich nikach. Skrzywiłem się wychodząc z kałuży, a kolejny chłopak, który na jego nieszczęście nic nie zauważył, przewrócił się tuż przy moich nogach. 
   Wyszliśmy z domu, a Skylynn automatycznie puściła moją dłoń podchodząc do samochodu. Otworzyłem jej drzwi i zaraz sam znalazłem się na swoim miejscu.
   Żadne z nas nie miało ochoty się odezwać, nawet żeby przerwać niezręczną ciszę. Właściwie to w towarzystwie Skylynn zawsze jest niezręcznie. 
   Po jakimś czasie zatrzymałem się przed swoim mieszkaniem, dostrzegając zaskoczone spojrzenie Sky.
   - Myślałam, że mieszkasz w jakimś apartamentowcu - powiedziała, wysiadając za mną z auta i spojrzała na obdarty blok.
   - Niedługo będę. - Wyjąłem z kieszeni klucze i wpuściłem ją do kawalerki, odgarniając nogą rozwalone rzeczy na podłodze, jeszcze po nocy z Lemonami i zacząłem tupać.
   - Co ty robisz? - Skylynn, stanęła metr ode mnie, przyglądając się temu co robię.
   - Płoszę szczury. - Spojrzałem na nią przez ramię, sprawdzając jej reakcję. Natychmiast zesztywniała, rozglądając się dookoła siebie, a ja prychnąłem śmiechem. Skarciła mnie wzrokiem i naburmuszona założyła ramiona na piersi, czekając aż się zbiorę.
Wrzuciłem do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy i zarzucając go sobie na ramię, położyłem dłoń na plecach dziewczyny prowadząc ją do wyjścia. Zamknąłem za sobą drzwi i po jakimś czasie byliśmy już u niej.
Znalazłem pokój, w którym miałem spać i po zostawieniu w nim swoich rzeczy zszedłem na dół do kuchni.
   - Chcesz tosta? - zapytała wkładając kromki do tostera i skinąłem głową, opierając się o blat. - Z czym?
   - Masz masło orzechowe?
   - Nie, fistaszki są dobre dla małp - mruknęła niewyraźnie, wyjmując z lodówki sałatę i całą masę innych zdrowych rzeczy. Pewnie nawet nie obchodziła jej moja opinia i zrobiłaby z tym co ona lubi. Nie zdziwiłbym się, ale żeby Amerykanin nie miał u siebie w kuchni masła orzechowego? Jak dla mnie to zdrada narodu.
Patrzyłem na to co robi i cierpliwie czekałem na tosty, a gdy skończyła podała mi jeden talerz i podeszła do zlewu żeby przemyć dłonie. Wgryzłem się w chrupiące pieczywo z serem, sałatą i innym zielskiem i nie mając gdzie podziać wzroku po prostu obserwowałem dziewczynę.
   - Patrz. - Podstawiła mi pod nos dłoń, na której miała różowy płyn z brokatem.
   - Co to? - Skrzywiłem się, bo raczej nie wyglądało to jak zwykłe mydło.
   - Sperma jednorożca. - Przewróciła na mnie oczami i umyła dłonie, a ja na jej słowa zakrztusiłem się kanapką, przykładając dłoń do ust aby się nie popluć.
   - Tak właśnie myślałem - odchrząknąłem i odstawiłem talerz tracąc apetyt. Bez zbędnego pytania nalałem sobie wodę do szklanki, wypijając ją duszkiem i skierowałem się do wyjścia.
   - Idę wziąć prysznic - zakomunikowałem i po chwili zniknąłem w łazience połączonej z moim pokojem. Szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie miałem okazji pławić się w takich luksusach. Sama łazienka była wielkości mojego mieszkania, a wyposażenie możecie sobie tylko wyobrazić. Co prawda pochodziłem z zamożnej rodziny, w dzieciństwie raczej niczego mi nie brakowało, no może poza miłością rodziców. Mam ochotę się śmiać, gdy o nich myślę. Są tacy żałośni. Odkąd wybrałem takie życie jakie wybrałem wyparli się mnie po całości, nie to, że wcześniej się do mnie przyznawali, ale zmiana nazwiska to już lekka przesada, prawda? Wychowywały mnie niańki, nie miałem okazji nawet przyzwyczaić się do jednej, gdy zaraz zamieniali ją na kolejną. Bolało mnie, gdy tylko mojego ojca nie było na widowni na ważnym meczu. Nigdy nie przybił mi piątki, ani nie potargał włosów mówiąc, że dobrze się spisałem. Stary gbur. Matka też nie była u mnie pierwsza na liście ludzi, których uwielbiam. Jej właściwie nigdy nie było. Zawsze gdzieś wyjeżdżała, liczyły się dla niej jedynie delegacje, kursy i te inne biznesowe gówna. Dopiero, gdy podrosłem dostrzegłem, że w tym wszystkim jest coś nie tak i zacząłem się zwyczajnie buntować, jak to zwykle nastolatki mają w zwyczaju, ale u mnie poszło to w nieco innym kierunku. Tryb życia z Bronxu werżnął mi się głęboko w mózg i tak już po prostu zostało. Sprawiało mi to przyjemność, nie mogłem narzekać. Naprawdę podobało mi się to życie. Okradanie niewielkich sklepików z batoników, malowanie graffiti na ścianach budynków, bójki, nielegalne imprezy, narkotyki, alkohol, dziewczyny i drogie samochody . W pewnym momencie nawet zacząłem się ubierać jak rasowy murzyn z Bronxu. Byłem jedynym białym w całym towarzystwie, ale wyrobiłem sobie szacunek do swojej osoby.
   Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i lekko westchnąłem, przecierając włosy miękkim ręcznikiem. Nasunąłem na siebie jedynie dresowe spodnie i zszedłem na dół, gdzie zastałem w salonie Skylynn, oglądającą bajki Disneya.
Patrzyłem na nią z dystansu, właściwie pierwszy raz widząc ją w takiej odsłonie. Była już po prysznicu, siedziała w różowej piżamie i puchatych skarpetkach, które na stopach miały doszyte głowy kotów. Miała krótsze włosy, najwyraźniej na co dzień nosiła dopinki, ale w takich, naturalnych było jej znacznie lepiej. Bez wyzywającego makijażu była naprawdę śliczną młodą dziewczyną. Niczego jej nie brakowało. Co jakiś czas uśmiechała się lekko do ekranu, odsłaniając perłowe zęby, a na policzkach pokazywały się dołeczki.
Naprawdę mnie zastanawiało dlaczego tak okropnie traktowała ludzi, w wywiadach wydawała się być naprawdę szczera, gdy popierała feministki, opowiadała o fundacjach dla chorych dzieci i o tym jak pragnie im pomagać. Gdzie codziennie chowa się ta Skylynn?
   Podszedłem do niej i usiadłem po drugiej stronie kanapy.
   - Co oglądasz, dzieciaku? - zapytałem z westchnieniem i oparłem nogi o stolik, osuwając się niżej. Nie odpowiedziała i zmieniła kanał, zażenowana, że pozwoliła sobie na chwilę z bajkami. Zostawiła na jakimś trailerze i odłożyła pilot obok siebie.
   - Myślałam, że idziesz już spać - wymamrotała po dłuższej chwili i odgarnęła część włosów na jedno ramię. Serio była ładna.
   - Nie chce mi się jeszcze, za to ty powinnaś już dawno grzać poduszkę. - Spojrzałem na nią, ale ta tylko bąknęła coś niewyraźnie pod nosem. Najprawdopodobniej było to jakieś niewybredne wyzwisko skierowane ku mojej osobie. Westchnąłem tylko i wziąłem pilot włączając na mecz koszykówki. Nie protestowała, co bardzo mnie zadowoliło. Zwykle dziewczyny w takich momentach zaraz marudzą i jęczą jak bardzo chciały obejrzeć po raz setny Zmierzch.
   Dopiero, gdy mecz dobiegał końca zacząłem naprawdę ziewać i czuć silną potrzebę snu.
   - Idę spać - powiedziałem, podnosząc się, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Spojrzałem na Skylynn, która właśnie śliniła się przez sen, opierając policzek na podłokietniku.
    O Boże... jęknąłem w myślach i po kilku minutach rozważania za i przeciw postanowiłem ją tu po prostu zostawić. Jeszcze by i mnie zaśliniła.
   Żartuję, za kogo wy mnie macie?
   Ostrożnie wsunąłem ręce pod jej nogi i plecy i delikatnie uniosłem ją ku górze. Była okropnie drobna i leciutka. Instynktownie wtuliła się w moją nagą klatkę piersiową i westchnęła cicho przez sen. Zacisnąłem usta i bezszelestnie zaniosłem ją do jej pokoju, który udało mi się znaleźć dopiero po dobrych pięciu minutach. Położyłem ją gładko na pościeli i przykryłem białą narzutą, ukradkiem rozglądając się po jej pokoju księżniczki. Przewróciłem oczami na jej własne zdjęcia na ścianie z jakiejś sesji i wyszedłem zamykając za sobą drzwi i zanim w całej tej plontaninie korytarzy znalazłem swoją sypialnię, prawie spałem. Później już tylko rzuciłem się na łóżko i w natychmiastowym tempie odpłynąłem.

Tak jak wspominałam na początku, rozdział kończyłam i poprawialam na telefonie, więc obawiam się, że autokorekta mogła pozmieniać mi słowa. 
Ale mam nadzieję, że jako tako znośnie się czytało :)
Dziękuję też, że podjęliście się zadania i komentowaliście xx Mam nadzieję, że i pod tym rozdziałem sobie nie odpuścicie, bo kolejny dodam po 15 komentarzach


much love xx
@imissbizzle